Piszę do Ciebie, ponieważ są to już Twoje ostatnie chwile. Domyślam się, że musi być Tobie niezwykle ciężko. Odchodzisz w niesławie. Większość ludzi z radością żegna się z Twoją obecnością i z nadzieją oczekuje nadejścia tego nowego, 2011. Ba, wielu z wielką ulgą uwalnia się od Ciebie, ponieważ przyniosłeś im wiele cierpienia. Cóż, byłeś niezwykle, że tak to ujmę, kontrowersyjny. Przyniosłeś wiele tragedii, które na długo pozostaną w licznych sercach. Jednak w Twych ostatnich chwilach, chciałbym Cie nieco pokrzepić. Nie wiem czy będzie to dla Ciebie jakieś pocieszenie, ale w moim życiu osobistym zapisujesz się jako zdecydowanie ulubiony rok. To właśnie podczas Twojego panowania odniosłem największą jak na razie liczbę sukcesów osobistych. Począwszy od nadspodziewanie udanych spraw szkolnych, przechodząc przez moje sceniczne występy z którymi wiąże swoją przyszłość, kończąc na spełnieniu marzenia o spotkaniu z idolem z dzieciństwa. Dziękuję Ci za to 2010.
Baha Men - Best Years Of Our Lives
ps. No i warto podkreślić, że właśnie podczas Twojego egzystowania działalność rozpoczęła Pauza. 2011 to szczęśćiarz, że będzie mógł przez pełen pakiet 365 dni przemijać w rytmie naszych piosenek.
ps2. Jak już będziesz w krainie do której odchodzą wszystkie minione lata, pozdrów gorącą 1410. Też się fajnie kojarzy.
Na polską propozycję Pana W. chciałem odpowiedzieć również czymś polskim, ale doszedłem do wniosku, że w tym tempie szybko się skończy materiał. Wrzucę więc dwie piosenki różnych autorów w całkiem innym sosie muzycznym. Duża asekuracja z mojej strony, ale dzięki temu rozwiązaniu jest większa szansa trafienia w gusta każdego gościa pauzy. Na pierwszy ogień idzie The Black Keys. Oryginalna nazwa zespołu bo nigdy czarnych kluczy nie widziałem, można ich za to posłuchać u nas. Druga piosenka zaczerpnięta z oglądanej przeze mnie kilka dni temu komedii romantycznej A lot like love. Tak, oglądam komedie romantyczne, żeby się wzruszyć i pośmiać!
Mało u nas polskiej muzyki. Mało także czegoś, przy czym fajnie będzie się pogibać w Sylwestra. A ja dzisiaj połączę ze sobą te dwa mankamenty i usunę je z pomocą jednego artysty. Michał Król, znany pod pseudonimem Fox. Ten lubujący się w muzyczno-eletkronicznych eksperymentach artysta, nagrał w mijającym właśnie roku świetną moim zdaniem płytę. Drumm&Bass na iście światowym poziomie.
Przygotowałem dla was na dzisiaj dwa skoczne kawałki Gnarlsa Barkley'a. Trudno się nad nimi rozwijać. Dla mnie są znakomite i żadne słowa nie poprawią waszych odczuć. Enjoy!
... poszli cieszyć się atmosferą świąt z rodziną. Ale skoro już tu weszliście, to przyjmijcie życzenia od sympatyczniejszego z redaktorów Pauzy. Życzę zdrowia, żebyście jak najdłużej mogli zachwycać się ulubionymi piosenkami, oraz pieniędzy, żebyście mogli kupować dużo płyt i budować swoje muzyczne biblioteczki. Dzisiaj bez nowej propozycji, za to wrzucam playlistę z polecanymi przez nas wcześniej kawałkami świątecznymi. Tak więc można się pozachwycać.
Grająca na pauzie szafa cuchnie już nieco rockiem i pora ją przewietrzyć. Na dziś trzy piosenki odbiegające całkowicie klimatem od tych, które wrzucaliśmy do tej pory. To pewnie moje ostatnie przed wigilią, więc możecie potraktować je jako prezent. Pierwsza z nich pochodzi z tego roku i właściwie tyle o niej chciałem napisać. Skupię się na propozycji drugiej i trzeciej - Dizzee Rascal. Utwór Dream nie ma nic wspólnego poza wykonawcą z kultowym Bonkersem... na upartego można dodać jeszcze język angielski, ale ciężko jest mi wyłapać słowa z tego hałasu. Stary Dizzee to niezwykle utalentowany i kreatywny rapper. Od czasu do czasu słuchając materiału z jego pierwszych trzech płyt staram się zmierzyć z tekstem. Dylan jest na tyle szybki, że wypadam jak Edyta Górniak na tle polskich kibiców podczas inauguracji MŚ 2002. Ostatnia epka Tongue "N" Cheek jest dla mnie całkowitym nieporozumieniem, a najbardziej boli to, że Dizzee chyba na stałe odszedł od korzeni. "London thing" - jak niektórzy określali twórczość pana Dylana Millsa została zamieniona na pieniądze.
Jakoś tak nie miałem czasu, żeby skomentować ostatnią wizytę Stinga w Polsce. Były lider The Police pojawił się w naszym kraju, żeby uświetnić swoją osobą 85. urodziny Polskiego Radia. Niedosyt i rozczarowanie wzbudziło we mnie to, że scenariusz gali przewidywał tylko cztery piosenki zaprezentowane przez gościa. Zostałem na szczęście całkowicie udobruchany świetną formą Stinga, który jak zwykle zaczarował głosem. W pełni zasłużenie został nagrodzony owacją na stojąco (nie tylko za to, że w takie zimno chciało mu się w ogóle przylatywać do Polski). Dodam jeszcze, że kapitalnie gwieździe wieczoru akompaniowała orkiestra pod batutą Adama Sztaby. To już drugi raz w tym roku kiedy gościmy Stinga w Polsce. Kilka miesięcy temu koncertował na otwarcie stadionu w Poznaniu. I muszę się pochwalić, że razem z drugim z redaktorów Pauzy byliśmy tam! Co prawda kupno biletów było trochę ponad możliwości naszych studenckich portfeli, ale na szczęście pod samym stadionem rozstawione zostały ogródki piwne. Miejsca siędzące, piwo pod ręką i Sting na żywo za darmo. Są chwile, kiedy każdy może poczuć się jak VIP. Najpierw chciałbym wam zaprezentować utwór z najnowszej, mocno eksperymentalnej płyty Stinga. Eksperymentalnej, bo nagranej z orkiestrą symfoniczną. Sami ocencie, czy nadaje się ona na świąteczny prezent.
Sting - Every Little Thing She Does Is Magic Symphonicities (2010)
A po zapoznaniu się z najnowszym obliczem naszego dzisiejszego bohatera, proponuję odświeżenie pamięci o początkach jego wielkiej kariery i posłuchanie pierwszego przeboju The Police. Uwaga, ciekawostka na imprezy: podobno nie ma takiego twardziela, który jest w stanie dotrwać do końca tej piosenki, wypijając kieliszek wódki za każdym razem, kiedy pada w niej słowo "Roxanne". To tak w razie gdybyście nie mieli żadnych ciekawych planów na Sylwestra.
Dziś zamieszczam dwa single z debiutanckiej i jak dotąd jedynej płyty ekipy Cage the Elephant. Wydany w 2008 roku krążek odniósł całkiem niezły sukces zarówno w USA skąd wywodzą się muzycy jak i w Wielkiej Brytanii, gdzie konkurencja jest niezwykle silna. Muszę przyznać, że nie brzmią jak typowy rockowy zespół zza wielkiej wody. Brakuje im zwrotki o sialalala i party everyday.
Cage the Elephant - Ain't No Rest For The Wicked Cage the Elephant (2008) Cage the Elephant - In One Ear Cage the Elephant (2008)
Wigilia za niecały tydzień, „Last Christmas” wściekle atakuje ze wszystkich stron, rodzice lada moment zostawią Kevina samego w domu. Dlatego czas ponownie wrócić do naszych pauzowych „kolęd”. Na pierwszy ogień idzie Noel Gallagher, którego już prezentowaliśmy na naszych łamach. Ten stary rock’n’roll’owiec wziął na warsztat „Merry Christmas Everyone”.
Po tym spokojnym plumkaniu na gitarze przechodzimy do czegoś dużo bardziej szalonego. W zeszłym roku The Hives nagrali świąteczną piosenkę z gwiazdą lat 80 – Cyndi Lauper. Żeby mieć pewność, że piękne przesłanie tej piosenki dotrze do wszystkich, umieszczam razem z video tekst piosenki.
The Hives
I bought no gifts this year And I slept with your sister I know I should have thought twice before I kissed her But with the year we had last And the dress that she wore I just went along for the ride And I came back for more And I’m sorry, baby
Cyndi Lauper
(That’s all okay honey cause see) I bought no tree this year And I slept with your brother I wrecked your Daddy’s car And went down on your Mother I set your record collection on fire And said I never knew (anekatips lyrics) Felt kind of bad about that And I know you did too
So whatever you say, it’s all fine by me Who the f@#k anyway wants a Christmas tree
Duet : Cyndi Lauper and The Hives
Cause the snow keeps on fallin Even though we were bad It’ll cover the filth, we should both just be glad And spend this Christmas together
The Hives
I married you last year Bet you thought I was sober, right? But I was drunk as a skunk and I made a mistake This could all have been over
Cyndi Lauper
Ah honey please don’t excuse your behaviour Cause I hired a hitman and changed your will
Cyndi Lauper and The Hives
It’s now all in my favour So whatever you say, it’s all fine by me Who the f@#k anyway wants a Christmas tree Cause the snow keeps on fallin Even though we were bad It’ll cover the filth, we should both just be glad
Duet : Cyndi Lauper and The Hives
And spend-spend-spend this Christ-Christmas together And spend-spend-spend this Christ-Christmas together And spend-spend-spend this Christ-Christmas together And spend-spend-spend this Christ-Christmas together
The Hives
Holding on without any reason Cause something’s strong (something’s strong) This holiday season (this holiday season)
Duet : Cyndi Lauper and The Hives
So whatever you say, it’s all fine by me And who the f@#k anyway wants a Christmas tree Cause the snow keeps on fallin Even though we were bad It’ll cover the filth, we should both just be glad And spend-spend-spend this Christmas together (repeat) Come on!
Właśnie się zorientowałem(niezwykle spostrzegawczy jestem), że nie wrzuciliśmy jeszcze na Pauze żadnej polskiej piosenki. Trochę jest mi wstyd ale z drugiej strony będę szczery - nasz rodzimy rynek muzyczny mocno kuleje i jest tylko kilku wykonawców jakich chciałbym zaprezentować. Dziś zamieszczę dwie piosenki pochodzące z najnowszej płyty jednego z nich a w przyszłości pewnie powrócę do naszych krajowych perełek. Czesław Mozil - za odpowiedź na jakim gra instrumencie, można było zgarnąć w Milionerach sumę z sześcioma zerami. Po tym pamiętnym programie nasza wiedza o Czesławie z pewnością nieco się zwiększyła, choć wciąż pozostaje on bardzo niedocenianym artystą. Pierwszy raz z twórczością Mozila spotkałem się słuchając Polskiego Radia Trójki - moim subiektywnym zdaniem najlepszej rozgłośni radiowej w kraju. Piszę o tym nie bez przyczyny bowiem dziś tj. 17.12 o godzinie 21:10 na TVP2 rozpoczyna się świętowanie 85 urodzin Polskiego Radia. Gwiazdą wieczoru będzie Sting, warto więc zainteresować się tym wydarzeniem.
Dzisiejszy zastój na Pauzie był spowodowany moim egzaminem, przepraszam. Czy dwa dni nauki coś dały? Sami sobie zinterpretujcie na podstawie wybranej przeze mnie piosenki.
The Beatles - Here Comes The Sun Abbey Road (1969)
Wiem, że teraz na zewnątrz jest ciemno, zimno i nieprzyjemnie. No ale co zrobić. Dzisiaj właśnie to mi w sercu gra!
Wstałem dziś w godzinach popołudniowych przepełniony pomysłami na piosenkę dnia. Wpisałem na youtube.com kilka tytułów i co się okazuje? Program VEVO(wszyscy kochamy ten szatański twór) nie zezwala na wyświetlenie treści w moim kraju!. Za każdym razem kiedy widzę ten komunikat dostaje szewskiej pasji. Chciałbym się kiedyś dowiedzieć co stoi na przeszkodzie, żeby przeciętny Polak mógł posłuchać dobrej muzyki od czasu do czasu? Może jesteśmy skazani na Dodę i Disco Polo, którego nikt nie słucha ale wszyscy znają teksty. Bo jest śmiesznie, dla "zwały" i "beki" zaśmiecamy sobie tym głowy. Cała wina leży po stronie wielkich wytwórni muzycznych zmuszających nas do kupowania drogich płyt. Pieprzyć to, słuchajcie wszystkiego co niezależne i uciekajcie od komercji.
Publicznie dziękuję z całego serca koleżance, która uświadomiła mi dzisiaj, że pojutrze mamy piekielnie ważny egzamin na uczelni. Co prawda uwielbiam swoje życie w błogiej nieświadomości, pozbawione stresów, goniących terminów i obowiązków, ale akurat w tym wypadku wyswiadczyła mi wielką przysługę. Mimo, że popsuła moje świetne samopoczucie. Cóż, mam 2 dni i sporo do nadrobienia. Problem polega na tym, że zazwyczaj nawet mając nóż na gardle, niezbyt chętnie rezygnuję z codziennej dawki porządnego leniuchowania. No i w tym momencie na ratunek przychodzi mi muzyka, a jakże. Ten kawałek to zdecydowanie mój ulubiony środek na motywację do działania. Stosować dousznie.
Dziś poniedziałek a ja mam dodatkowe złe wieśći - nadciągają do nas siarczyste mrozy... Obiecywałem kolejne piosenki świąteczne i nadeszła pora swoją obietnice po części spełnić. Zaproponuje więc coś skocznego na rozgrzewkę: Sir Elton Hercules John! Tak tak, jego drugie imię to Hercules.
Złota polska jesień nas w tym roku nie rozpieszcza. Jeśli wciąż będzie wam zimno to pozostańcie w domach.
Baby Its Cold Outside by Dinah Shore and Buddy Clark
Nie wiem jak u was wygląda dzisiejsza Niedziela, ale ja wegetuję po wczorajszej imprezie. W związku z tym do końca dnia dobrniemy przy spokojnych rytmach, żeby mnie głowa za mocno nie rozbolała.
Czy nie wnerwia was to, że kiedy oglądacie wciągający film w telewizji, zawsze w kluczowym dla fabuły momencie musi wjechać reklama jakiegoś syfu w proszku do zalewania wrzątkiem i próbuje was przekonać, że jest to pyszny obiad? Pewnie wnerwia. Ale muszę przyznać, że czasami warto wybaczyć tak bezczelną ingerencję w odbiór seansu filmowego i wsłuchać się w muzykę która towarzyszy danej reklamie. Spece od marketingu często odwalają kawał dobrej roboty wyszukując muzyczne perełki. I taką perełkę na ten niedzielny wieczór wam proponuję.
The Limp Twins - Sunday Driver Tales From Beyond The Groove (2003)
Doczekaliśmy się weekendu!. Co prawda tylko dwudniowy z pogodą niesprzyjającą grillowaniu ale cieszy mimo wszystko. Zamierzam z tej okazji podzielić swój wywód na dwie części.
Pierwszą z nich dedykuje czytelnikom, którzy o świcie zwlekli się z łóżka i przepełnieni energią zamierzają zmienić świat w tym cudnym dniu wolnym od pracy i nauki. Aby ich mocniej zmotywować proponuję mój ulubiony utwór z wydanej 2 lata temu przez Kings of Leon płyty Only by the Night.
Dzień dobiega końca, pora więc na część drugą wywodu czyli podsumowanie soboty. Wszyscy którzy czują, że dali z siebie wszystko i żadna sekunda nie została przez nich stracona powinni kolejny raz kliknąć w wideo powyżej - You're gonna be somebody!. Jeżeli jest inaczej... no coż, nagrodą pocieszenia niech będzie kolejna piosenka.
Święta świętami, śnieg śniegiem, ale nie będziemy was codziennie zasypywać hitami kojarzącymi się z Mikołajem. Musimy myśleć także o zmarźlakach, którzy mogliby obyć się bez świąt, byle tylko jak najszybciej przyszła wiosna. Tak więc wracamy do zwykłej codzienności. A co dziś mamy za dzień? 10 grudnia, urodziny Meg White z The White Stripes, dwuosobowego wulkanu energii. W moim prywatnym rankingu najlepiej zgranych duetów świata stawiam ich tuż obok Romario i Bebeto z ataku reprezentacji Brazylii lat 90, Batmana i Robina oraz duetu redaktorów Pauzy. Wszystkiego najlepszego Meg!
The White Stripes - Seven Nation Army Elephant (2003)
Wielkimi krokami zbliżają się święta i czuję obowiązek wrzucenia czegoś "nastrojowego". Nie będzie to jednak tłuczony w każdej stacji radiowej od rana do wieczora George Michael(bardzo go cenie za inne piosenki) z przebojem Last Christmas. Nie będzie to także Mariah Carey - All i want for Christmas is You...Chciałbym by ten blog był miejscem poszerzającym wasze horyzonty muzyczne i będę proponować piosenki nieco mniej popularne. Możliwe, że dzisiejsza propozycja już wam się o uszy obiła, jednak warto moim zdaniem do niej wracać w tym magicznym okresie oczekiwania na... prezenty? The Killers - Don't Shoot Me Santa. (2007) Co 2-3 dni planujemy zamieszczać kolejną piosenkę świąteczną więc zachęcam do systematycznego zaglądania na naszą stronę.
„Tonight I’m a rock’n’roll star”. Kiedy Noel Gallagher pisał te słowa, Oasis byli nieznaną grupą muzyków z Manchesteru. Ciekawe czy zdawał sobie sprawę z tego, że zaledwie rok po wydaniu pierwszej płyty „Definitely Meybe” (1994) jego twarz będzie rozpoznawalna na każdej z ulic Wielkiej Brytanii.
Redaktorzy Pauzy nie zawsze zgadzają się ze sobą. Nie mają jednak wątpliwości co do tego, że Oasis to kapela, która zasłużenie zajęła miejsce pośród najlepszych zespołów w historii brytyjskiego rocka.
Ta piosenka kojarzy nam się ze spełnieniem marzeń braci Gallagher. Mamy nadzieję, że dla naszego serwisu również stanie się takim dobrym znakiem. Zaczynamy jako blog czytany przez znajomych, których zmuszamy do tego podsyłając im linki na portalach społecznościowych. Gdzieś tam w sferze marzeń widzimy jednak przeciętnego Kowalskiego, który pierwsze co robi siadając rano z kawą do komputera, to sprawdzenie jaką piosenką Pauza postanowiła rozpocząć nowy dzień.
Oasis - Rock 'N' Roll Star Definitely Maybe (1994)
Uwaga uwaga, oto nadeszła radosna chwila dla wszystkich wielbicieli muzyki: rozpoczynamy autorski projekt Pauza!
Czym jest Pauza?
Jesteśmy Pauzą dla naszego życia. Świat zmusza nas do funkcjonowania w ciągłym biegu, pośpiechu. Nasz projekt to okazja do zatrzymania się, odprężenia, posłuchania dobrej muzyki. Sprawdzi się zarówno jako motywacja przed ciężkim dniem, jak i relaks po nim. Stare powiedzenie głosi, że o gustach się nie dyskutuje. Twórcy Pauzy w pełni się z tym zgadzają. Uważamy jednak własny gust muzyczny za wyszukany i na tyle dobry, że pragniemy się nim z wami dzielić.
Gotowi na rozpoczęcie czegoś nowego?
Michael Jackson - Wanna Be Starting Something Thriller (1982)